top of page

JAK ZACZĄŁEM SZUKAĆ ZLECEŃ

Spostrzegając, jaką twarz teraz przebrała komercyjna fotografia, nie mogę nie odnotowywać poczucia satysfakcji, a jednocześnie autoironii i - możliwie - trochy złości i niesprawiedliwości. 

 

Aby lepiej zrozumieć mój punkt widzenia, musimy cofnąć się w czasie do lat przed COVID-owymi oraz przed raczkowaniem epidemii, kiedy całym światem spostrzegaliśmy z beką to, jak w Chinach odkleja się coś zupełnie absurdalnego — ktoś zjadł nietoperza — i teraz z jednej prowincji cały kraj zaczyna chorować w stopniu osiągającym najwyższy stan epidemii. W tamte czasy pracowałem w gastro i z końcem 2019 roku stwierdziłem zrobić sobie przerwę i chwile popodróżować i wydać te ciężko zarobione pieniędzy. Mało co wiedziałem, że z początkiem 2020 roku koronawirus już zacznie docierać do Europy i rozpowszechniać się w Polsce, co spowoduje totalny przegląd tego, jak żyjemy i funkcjonujemy.

No, ale to my już dobrze wiemy. Jak to jest powiązane z fotografią? Otóż z momentem ogłoszenia lockdownów i wprowadzenia obostrzeń bardzo szybko zrozumiałem, że w gastro nie da się znaleźć pracy i wrócić do tego, co dobrze znałem i umiałem. Historie o zwolnieniach i zamykaniu lokali na potęgę tylko potwierdziły to przekonanie. Zacząłem szukać pracy online na freelancie. Z wymuszenia zacząłem więcej czasu poświęcać fotografii i designowi (pamiętaj, opowiadam o czasach tak starożytnych, że Chata GPT i AI jeszcze wtedy nie istniały i nawet nie było o tym rozmów). 

DSC_0893-min.jpg

Chciałbym tutaj niezmiernie podziękować swojej na tamten czas dziewczynie, która zapoznała mnie z platformą Upwork, przez którą poznawałem świat freelancu, a później szukałem zleceń. Jej wsparcie i wiara w moje umiejętności były jednym z ważnych filarów dla mnie, mimo, że na tamten czas nie odczuwałem tego tak znacząco jak teraz.

W każdym razie. Wtedy już coś umiałem cykać na swój stary - już obecnie odsprzedany - Nikon D3100, który dostałem na swoje urodziny od rodziców (jeżeli dobrze pamiętam, to był to wspólny wysiłek finansowy moich oszczędności ze skarbonki i ich dofinansowania).

 

W tamtym momencie na przełomie 2019 i 2020 roku udało mi się nawet wykonać kilka sesji zdjęciowych dla jakichś lokali w Krakowie. Jednym z takich był Cytat Café na Miodowej, gdzie przed tym pracowałem jako barista. Więc oprócz jakichś zdjęć zrobionych w plenerze, street foto i ćwiczeń w domu z aparatem i walką z Photoshopem, udało mi się zarobić tymi umiejętnościami na kawał chleba. Uczyłem się i eksplorowałem zaawansowany świat fotografii i tego, jak prosić za nią pieniądze.

2019 - zdjęcia testowe z tłem fotograficznym Meatballs, pasta z lampami błyskowymi i mocną (overkill) obróbką.

O FORMUŁOWANIU STYLU ŚWIATŁA

Więc wtedy standardem zdjęć było rozsiane, dopieszczone i wyrównane światło z softboxu albo przepuszczone przez dyfuzory, które w Polsce czemuś nazywają się blendami. Oczywiście uczyłem się tego. Ale to wymagało kupienia sprzętu do aparatu: jakichś lamp, czegoś, na co te lampy postawić, statywu, gdzie zamocować kamerę, sofboxa czy chociażby tych samych blend (pamiętaj, jestem wtedy bezrobotnym wypukanym po podróżach). Więc fajnie, że miałem aparat, ale do niego to jeszcze dużo było trzeba dokupić i nauczyć się. Na naturalne światło to mało można liczyć, jeżeli twój klient oczekuje jakiegoś konkretnego stylu zdjęć i konkretnego rezultatu. Zresztą naturalnego światła w ówczesnym mieszkaniu dużo nie mieliśmy, bo było to poddasze w kamienicy z dwoma oknami dachowymi, jedno z których było na antresoli. Można powiedzieć, że zdjęcia z takim naturalnym światłem wychodziły by częściej ciemne, niż jasne.

DSC_7829.jpg

2019 - zdjęcia testowe z naturalnym światłem i czarnymi kartkami.

DSC_9610.jpg

2019 - zdjęcia testowe z tłem fotograficznym sałatki Cezar z lampami błyskowymi i mocną (overkill) obróbką.

DSC_0010.jpg

2019 - zdjęcia testowe z tłem fotograficznym deserów od Galerii Tortów Artystycznych w Krakowie; również obróbka overkill.

Zacząłem research, co by mi opłacało się kupić, co rozszerzy moje możliwości, a jednocześnie nie wyzeruje moje konto. Dotarłem do rozwiązania z lampami błyskowymi i tanimi statywami na Allegro, których ceny pamiętam jak dziś – czterdzieści parę złotych. Nadal ich mam i używam. Coś wiedziałem już o świetle, ale światło twarde (harsh light) było czymś nowym do opanowania. Przede wszystkim: jak go przerobić w światło rozsiane, miękkie (soft light).

 

To pierwsze było bezkompromisowe, chamskie, trudne w manipulacji, nie wybaczało nieprzemyślanego usytuowania. Postawisz statyw bez głowy — masz tak ciemne cienie, że nawet postobróbka tego nie uratuje. Ustawiłeś za mocno? - Twój problem; masz samą białą plamę na polowe zdjęcia zamiast obiektu albo tak prześwietlone jasne części, że będą ci boleć oczy (a te cienie najprawdopodobniej dalej pozostaną ciemne i chuj). Właśnie wtedy zacząłem przyswajać wiedzę o blendach, odbiciu światła oraz modulowania światła z kilku źródeł o różnym natężeniu: jedna lampa, reflektor, białe kartki czy druga lampa z mniejszą mocą. Były to eksperymenty pod hasłem: “Jak zrobić tak, aby nie było czarno w cieniach, ale nadal nie mieć wybielonych jasnych obszarów zdjęcia?!”

DSC_6843-Edit.jpg

2020 - zdjęcia testowe z tłem fotograficznym światłem słabo-rozsianym i blendą.

DSC_2164P-min.jpg

2019 - zdjęcia komercyjne czekadełka z lampą błyskową i światłem sztucznym kuchni hotelu Golden Tulip Kraków Kazimierz.

Natomiast było coś unikalnego, czego nie dało się uzyskać z miękkim światłem. Były to refleksy od szkła i płynów. To mnie zaczarowało: kiedy światło załamywało się, przechodząc przez kieliszki do wina, płyny, butelki z wodą czy odbijało się na powierzchni refleksami różnych

kolorów — to mnie przekonało i przykleiło do twardego światła. Zamiast tego, aby więcej uwagi zwracać na te miękkie, uczyłem się wybalansować te cienie i ostre światło. Ta graficzność ostrych równomiernych cieni również mi imponowała, co również weszło do mojego arsenału. W ostateczności poprzez to twarde światło opanowałem i zrozumiałem również to miękkie do stopnia całkiem zadawalającego, ale to już było chwilę później. 

Było coś nostalgicznego w tym, jak wyglądały moje zdjęcia. Towarzyszyły im skojarzenia z dzieciństwem, wakacjami, latem, jasnym dniem, upałem na podwórku, wsią, stołem u okna w południe czy obiadem pod daszkiem zabudowy moich dziadków w sadku. Ogólnie zawsze lubiłem intensywne światło. Szczegółowo to światło wcześniejszego popołudnia: godzina 15–17, kiedy w wakacje mijają godziny upalne i w końcu wszyscy wychodzą z mieszkań i domków, wspólnie spędzają czas i bawią się. Nadal mam te wspomnienia i uczucia jako jeden z filarów swojej osobowości.

DSC_5448-Edit.jpg

2021 - zdjęcia testowe z efektem GOBO i światłem twardym.

CYTAT FOOD-11.jpg

2021 - zdjęcia komercyjne dla Cytat Cafe ze zdjęciem twardym i blendą po przeciwnej stronie dla naświetlania cieni (Key light + Fill light).

Więc tak przyzwyczaiłem się robić zdjęcia i czuć się komfortowo z tym, co odbiegało od tego, co robiła konkurencja i co się dobrze sprzedawało na stockach zdjęciowych. W jakichś momentach czułem się jak ten gorszy artysta czy specjalista. Czasami czułem się dzbanem opornym na wiedzę, bo uczyłem się tylko tego twardego światła na tych biednych lampach błyskowych i za mało miałem zdjęć “miękkich”. No ale cóż, przestrzeń niewielkiego pokoju nie pozwalała rozpieścić się soft-boxami na 90 cm i 3 źródłami światła.

 

Pozostałem przy tych małogabarytowych lampach. Oprócz tego jednocześnie zacząłem ostatecznie ponownie pracować w gastro, więc ostra potrzeba zaangażowania się w zdjęcia odeszła na drugi plan. Jednocześnie też te finansy, które miałem lub odkładałem, nie spieszyłem się inwestować w nowe lampy, synchronizatory, tła fotograficzne, nowy, nowszy aparat czy lampy ciągłego światła. Te dwa ostatnie itemy szczegółowo były aktualne

(i drogie), ponieważ pozwalały nagrywać wideo w dobrej jakości, co zaczęło robić się coraz bardziej na czasie z postępem mediów społecznościowych w wieku wideo i rolek. Niestety, nie zakupiłem tego na czas i teraz pozostaje mi tylko żałować.

 

No i tak to zostało. Przez dziesiątki miesięcy pracowałem z takim światłem. Gdzieś wstawiło się dyfuzor między światłem i sceną i było git, gdzieś leciałem wyłącznie na samym 1 źródle światła, a resztę wyciągałem w post.

Ostatecznie zacząłem dążyć do tego, aby moje zdjęcia bardziej naśladowały graficzny charakter. Aby cienie były płaskie i rześkie, maksymalnie zbliżone do kształtów geometrycznych. Aby kolory były nasycone. Aby były głębokie cienie, zamazany pierwszy plan, aby część obiektów zasłaniała się cieniami obiektów, które nie są w ujęciu. Używałem i używam światła kontrastowego (z tyłu sceny). Manipuluję wysokością i odległością ustawienia źródła światła, co zmienia wygląd i długość cieni. W taki sposób poznałem się z techniką GOBO i to zostało ze mną w tej czy innej formie do dziś. Ah, te kochane cienie od żaluzji…

FLOAT GIN-6.jpg
BIM TO BAP -6.jpg

2024 - zdjęcia komercyjne dla Float Gin w kolaboracji z Gin Mill ze światłem kontrastowym.

2024 - zdjęcia komercyjne dla Bim To Bap z jednym źródłem światła i blendą do podświetlenia cieni.

DSC_0519.jpg

2025 - zdjęcia komercyjne dla Hanashi Omakase Cocktail Bar i Rafała Zeliaś dla konkursu Woodford Reserve Bourbon.

Minęło kilka dobrych lat od tego czasu, kiedy zacząłem uczyć się fotografii "na poziomie zawodowym" i obserwowałem przez lata, że ten gatunek fotografii coraz bardziej przewijał się na Pinterescie. Zacząłem widzieć i oglądać vlogi, profile i filmiki fotografów o podobnej stylistyce. Obecnie już przyzwyczaiłem się i pogodziłem się z tym, że ta stylistyka jest moją domeną — to jest coś, z czym komfortowo się czuję, co mi się podoba, co jest moją bezpieczną wyspą, z którą mogę ciągle eksperymentować i eksplorować inne przestrzenie poprzez fuzje technik. Nauczyłem się miękkiego światła, ale go nie stosuję za często.

Teraz, w 2026, w momencie dużych zmian, nagrywania contentu baaaaaardzo różnej jakości na telefony, używania AI, gdzie tylko można go wetkać, oraz kompletnego porzucenia tego miękkiego światła jako czegoś, co już minęło, to nadeszła następna chwila post-nostalgii.

 

Społeczności powiązane ze sztuką oraz reklamą coraz bardziej odchodzą od perfekcyjnie wyszlifowanych zdjęć i filmików. Coraz częściej (a raczej jeszcze przez co najmniej rok) będą popularne proste, szczere zdjęcia z lampą w twarz, przeświecone, nieidealne – casualowe zdjęcia, które wyglądają, jakby to każdy mógł zrobić. Właśnie za tym teraz pokolenie, które zażegnało młodość — moje pokolenie — będzie tęskniło. Będą tęsknić za analogowoścą światu, który już znikł i nigdy nie wróci, a właśnie to twarde światło jest jednym ze skojarzeń ze zdjęciami z jednorazówek bądź Kodaka, którego rodzice kupili w 1999 r…

Oleg Oros

luty–marzec 2026 r.

DSC_0442.jpg
bottom of page